sobota, 11 sierpnia 2012

Jej wysokość kryza.

Jest coś niezwykłego w kryzie, choć tak naprawdę nie wiem czemu . Gęsty wachlarz białych koronek stanowi wdzięczną ramę dla twarzy, dodaje noszącemu dostojeństwa i tworzy dystans.

 
Anna Mendoza księżna Eboli, Alonso de Coloma, XVIw. 

Zainteresowanych sposobem wykonania odsyłam np tutaj. http://www.stgeorgenorth.org/yahoo_site_admin/assets/docs/How_To_Construct_an_Authentic_Ruff_wth_Pictures_and_FB_Tutorial_and_Diagrams.202202539.pdf
Okazuje się, że bardzo pomocnym narzędziem przy tego typu rekonstrukcji może być koszmar lat 90 czyli... lokówka.

Nie będę tu przynudzać dziejami kryzy, chcę pokazać, że jest to element, o którym moda wcale nie zapomniała. Kryza od wielu lat jest źródłem natchnienia dla projektantów, a najbardziej spektakularną jej interpretację przedstawił japończyk Junya Watanabe (jesień/zima 2000), przeskalowując ją, rozbudowując i zupełnie zmieniając funkcję. Kolekcja przeszła do historii mody, o czym niech świadczy to, że jedna z sukien z tejże kolekcji ilustruje okładkę albumu Taschena o ubiorach z Muzeum w Kioto.






Temat kryzy podjął też jeden z moich ulubionych projektantów, Gareth Pugh (wiosna/lato 2009), choć w porównaniu z Watanabe, był dość zachowawczy...





Oczywiście to tylko wybrane przykłady i tak naprawdę są pretekstem do pokazania Wam efektów sesji zdjęciowej:)

Kiedyś na targu staroci trafiłam na ciekawą koronkę, z którą nie bardzo wiedziałam co zrobić. Wpadłam na pomysł stworzenia prostego akcesorium, nie wchodziło w grę nic ekstrawaganckiego, miał to być prosty gadżet "podkręcający" nieco ubiór, zastępujący biżuterię. Powstał więc komplet: mankiety i kołnierz, nawiązujące do kryzy, które do potrzeb sesji zestawiłam z jedwabną, granatową sukienką vintage (nie jest to projekt autorski, jednak dość mocno ją przerobiłam). Efekt wyszedł trochę teatralny, trochę cyrkowy, bardzo lubię takie klimaty. 
(na zdjęciu modelka z agencji Reklamex)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz