Kolor do spółki z krojem i tkaniną są najistotniejszymi elementami tworzenia replik historycznych. Zarówno z prawidłowym wykrojem jak i doborem tkaniny rekonstruktorzy w Polsce radzą sobie całkiem nieźle. Niestety z moich obserwacji wynika, że kolory są piętą achillesowa odtwórców. Problemem jest nie tylko dopasowanie kolorystyki do statusu odtwarzanej postaci i zestawianie ze sobą barw, ale także sam ich wybór.
Postanowiłam więc rozpocząć na blogu cykl kolorystyczny dotyczący barw, które na arenie dziejów ubioru pojawiają się w konkretnych, znanych ze źródeł momentach. Najczęściej jest to związane z rewolucją przemysłową i wynalezieniem syntetycznych barwników. Zła wiadomość jest więc taka: jeśli nie odtwarzasz XIX wieku od krynoliny w górę, musisz się z tymi barwami pożegnać.
Na pierwszy ogień idzie
magenta. Często nazywana
fuksją,
kolorem biskupim, czy
purpurą. Jest bardzo charakterystyczna- kto ram samodzielnie napełniał kartridże do kolorowej drukarki zna ją doskonale (to ta literka M w systemie CMYK).
Nazwa
magenta pochodzi od miasta w Lombardi, w pobliżu którego w 1859 roku rozegrała się bitwa pomiędzy Austrią i zjednoczonymi wojskami francusko-sardyńskimi podczas wojny o zjednoczenie Włoch.
W zależności od ustawień monitora kolor ten każdemu będzie wyświetlał się trochę inaczej, podaję więc kilka jego wersji. Magentę trudno pomylić, to żywa i ostra mieszanka różu i fioletu. Warto zwrócić na nią uwagę, gdyż często mylona jest z purpurą- kolorem królewskim, jednak gwarantuję Wam, że żaden władca przed 1860 nie mógł założyć niczego w zbliżonym kolorze.
Jak to często w modzie bywa- szybko przejęto wielki potencjał naszej bohaterki. W końcu przyroda oferuje naprawdę niewiele tak idealnie zimnych odcieni barwników do tkanin.
W latach 60 XIX wieku suknie w tym charakterystycznym kolorze to prawdziwy
must have eleganckiej damy.
 |
1866-68 |
 |
1869-70 |
 |
1869 |
 |
1870 |
 |
1880 |
 |
1900 |